niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 7.Czasami ludzie potrzebuję drugiej szansy, ponieważ nie byli gotowi na pierwszą. Wiesz o tym?












Dzień: 17.05.2012r. Piątek.
Godzina: 15:23
Miejsce: Plac przed szkołą Miley.










-Już jestem!-krzyknęłam idąc w moją stronę Miley -widziałaś ją?-szepnęła przytulając mnie na powitanie
-jeszcze nie wychodziła ze szkoły-powiedziałam marudnym tonem-ale tak naprawdę co my jej powiemy?Nie mamy żadnej strategi.
-dziewczyno! Żyj chwilą obecną.Idź na spontana.
-dobra! Jesteś taka mądra to ty zaczynasz
-spoko, tylko jak ją będziesz widzieć to mów.
-niech ona szybko przychodzi bo palić mi się chce!-powiedziałam nerwowo bawiąc się palcami u rąk
-czy to nie ona?-lekko wskazała głową na idącą dziewczynę
-nie, dziś ma chyba na sobie szarą tunikę
-okej to czekamy dalej
-ile można?
-może uciekła?
-nie! Widziałam ją przed ostatnią lekcją.O! Selena! Stój musimy porozmawiać.-krzyknęłam do idącej dziewczyny.
       Widząc nas strasznie się zmieszała.Poszukiwała ucieczki?Chyba wiedziała o czym chcemy porozmawiać.Szybko jednak zaczęła biec.Uciekała przed siebie.Miley nie dała za wygraną i szybko ruszyła w pościg za dziewczyną.Dobra kondycja przyjaciółki przydała się, bo tuż za placem szkoły udało jej się złapać uciekinierkę.Nie myśląc długo podbiegłam do dziewczyn i stanęłam obok nich patrząc jak Miley mocno ściska szarą bluzkę Seleny by nie uciekła.
-puść-powiedziałam cicho.Reka Miley natychmiastowo puściła cienki materiał.
-przepraszam nie mam czasu!-powiedziała Selena odwracając się napięcie w drugą stronę i ruszając wolnym krokiem.
-zajmiemy ci tylko sekundę-powiedziałam łapiąc jej torebkę i przyciągając by ponownie stanęła z nami twarzą w twarz.
-co wy ode mnie chcecie?-zapytała dość oburzona
-prawdy.Nic więcej- szepnęła Miley nasuwając na oczy swoje okulary przeciwsłoneczne.
-jakiej prawdy? o co wam chodzi?
-Selena! Nie udawaj głupiej bo nią nie jesteś.Wiemy co zrobiłaś wczoraj i niewydaje się nam abyś od tak odkochała się.Też jesteśmy dziewczynami i wydaje się nam, że może masz jakiś problem i trzeba ci może pomóc.
-nie trzeba!-powiedziała oschle.
-może jednak?-zapytała łagodnie blondynka
-nie, ile razy mam powtarzać!
-tak po prostu odkochałaś się w Loganie! Przecież to niemożliwe-powiedziałam na jednym wydechy
-a jednak!
   Sposób w jaki odnosiła się do nas Selena był dość dziwny.Dziewczyna która tryskała energią, zarażała śmiechem dziś odpychała od Siebie.Oczy przepełnione nienawiścią, pogardą.Wiem, że było coś nie tak. Na słowo "Logan" jej oczy błysnęły.Ona nadal go kocha.Coś jednak nie pozwala jej z nim być.Przerażało mnie to.Co mogło przeszkodzić takiej miłości? Nie mam pojęcia, chciałabym jednak wiedzieć i w jakiś sposób pomóc, lecz zachowanie Seleny nie pozwala na to.
-jeśli będziesz potrzebowała pomocy, zadzwoń, napisz przyjdź.Jesteśmy do twojej dyspozycji.-zaproponowałam
-nie dziękuje, nie skorzystam!
-jeśli jednak, to czekamy-dodała Miley do odchodzącej drobnej postury Seleny.
   Nie odpowiedziała, zniknęła w tłumie ludzi wychodzących ze szkoły a to do domów, internatów, akademików czy stancji.Już teraz nie mogliśmy nic zrobić.Rozmowa nie przebiegła tak jakbym sobie wyobrażała.Myślałam,że będziemy w stanie jej pomóc.Tylko, problemem jest to,że ona nie chce przyjąć tej pomocy.Miley stała czekając na moją reakcje.
-nic tu po nas.Nie chce naszej pomocy to nie, bez łaski.Nic więcej nie możemy zrobić-powiedziałam ruszając w kierunku naszego domu dziecka.
-szkoda mi jej.Widać,że coś ją dręczy.
-też to zauważyłaś?
-yhym- przytaknęła wręczając mi papierosa którego pożyczyła od kolegi.
-dziękuje-powiedziała odpalając fajka.-wiesz też odniosłam takie wrażenie, że coś jest nie tak.Widać, że ona nadal kocha Logana, tylko jakby zmusza się do tego co robi.
-pozostało nam czekać
-na co? na zbawienie?
-na to aż przyjdzie sama
-wątpię
-wspomnisz jeszcze moje słowa.
   Miley zabierała mi fajka i złapała z niego bucha.Zastanawiało mnie jednak słowa przyjacółki.Po co miałaby wrócić? Tu już chyba nie ma po co wracać.To już jest koniec i nie ma już nic.Ona jest wolna i moze sobie iść.Logan? My mu pomożemy z tego wybrnąć.Na nas zawsze może liczyć.Bo my kochamy Logan.Ona też cie kocha tylko ona cię rani z niewiadomych powodów.Coś jest nie tak, śmierdzi to na kilometr.



Godzina: 16:49
Miejsce: Dom dziecka, pokój Miley i Nicoli.


-kurwaaaa!-do pokoju wbiegł zdyszany Logan na wejściu krzycząc i trzaskając drzwiami.
    Miley która spała natychmiastowo się obudziła podskakując z łóżka i z zaspanymi oczami patrząc na mojego brata.Ja zaś przerywając naukę spojrzałam na rozzłoszczoną minę Logana.Nie wyglądało to zbyt dobrze.Coś się stało.Coś było nie tak.Do głowy przyszła mi tylko dzisiejsza rozmowa z Seleną.Musiał się o tym w jakiś sposób dowiedzieć.Powiedziała mu.Czyli jednak było coś na rzeczy, czuła się zagrożona.Ciekawe tylko z jakich powodów.Logan nerwowo krążył po pokoju próbując wydobyć to z siebie.
-co się stało?-zapytała cicho przerażona blondynka
-po jaki huj z nią rozmawiałyście?!Pytam się kurwa po co?!-krzyczał na cały pokój
-Logan uspokój się!-krzyknęłam tak samo jak On-siadaj na krześle i wszystko ci powiem!-powiedziałam wskazując ręką na kręcony fotel od biurka
-nigdzie nie będę siadał! Powiesz mi w końcu po jaką cholerę tam szłaś?!-nie przestawał krzyczeć.
   Ton jakim zwracał się do mnie przerażał mnie.Nigdy z jego ust w moją stronę nie usłyszałam żadnego przekleństwa ani żadnego krzyku.Jego klatka piersiowa unosiła się z zaskakująco szybkim tępię.Ręce ściśnięte mocno w pięść jakby gotowe do uderzenia.Każdy mięsień idealnie napięty jakby gotowy do walki.Przerażało mnie to.
-może kurwa dlatego, że chciałam ci pomóc do jasnej cholery!
-nie potrzebuje twojej pomocy-sykną złowieszczo
-Logan kuuuurwa do jasnej cholery! Nigdy nie wtrącałam się w twoje życie ale wczoraj widząc cię w takim stanie serce rozlatywało mi się na kilka kawałków.Nie mogłam patrzeć jak cierpisz.Chciałam pomóc.Ale ty oczywiście zamiast powiedzieć dziękuje, że się o mnie martwisz to potrafisz nakrzyczeć na mnie.-mówiłam to tak szybko, że sama do końca nie pamiętałam wypowiedzianych słów przeze mnie.
-po za tym ja też byłam z Nicolą i to był nasz wspólny pomysł-dołączył się Miley za co byłam jej wdzięczna.
-gratuluje wam rozumu bo macie go zero! kurwa klękajcie narody bo spieprzyłyście mi życie-powiedział kopiąc kręcone krzesło które poleciało na biurku strącając wspólne zdjęcie naszej trójki.
    Wyszedł szybko ponownie trzaskając drzwiami.Stałam w bezruchu patrząc na zbite szkiełko od ramki.Miley sama była w szoku widząc to co przed chwilą się wydarzyło.Nogi u krzesełka kręconego które było przywrócone do góry nogami kręciły się.To co zrobił przed chwilą Logan przeszło jego samego siebie.Takie zachowanie idealnie odzwierciedlało naszego podpitego ojca który nie miał więcej co wypić.Łzy ogarnęły moje oczy na wspomnieniami które cholernie bolały.Pierwszy widziany przeze mnie przejaw agresji Logana cholernie mnie przerażał.Błagałam się w myślach by był to pierwszy i ostatni jego raz.Miałam nadzieje, że nigdy wcześniej się to nie zdarzyło.Miałam też nadzieje, że nigdy wcześniej się to nie powtórzy.Do pokoju wbiegła zaś zmartwiona krzykami opiekunka.
-co się stało?-zareagowała bardzo szybko patrząc na lekko zdemolowany pokój
-nie, nic-uśmiechnęłam się sztucznie chcąc ukryć brata przed karą.
-znowu Logan?-zapytała patrząc na nasze przerażone miny
-znowu?-zareagowałam szybko
-nic nie wiesz?-zapytała opiekunka
-a powinnam?
-w ostatnim czasie Logan pobił 3 chłopaków.Miał ci o tym sam powiedzieć.
-nic mi nie mówił-zareagowałam błyskawicznie
-jak to się stało?-zapytała Miley
-mamy szczęście,że w szkoła jaki rodzice chłopaków nie wezwali policji bo skończyłoby się to inaczej.Podkreślam.Jeszcze jeden taki wyczyn Logana i wyjeżdża do ośrodka-powiedziała zmartwionym głosem wychowawczyni chłopaka która weszła do pokoju.
-od dawna się to dzieje?-zapytałam
-pierwszy raz o jakim wiemy zdarzył się miesiąc temu.
-czyli mógł pobić więcej osób?-dopytała Miley
-nic nie jest wiadome.-odpowiedziała jedna z opiekunek.-psycholog stwierdził, że przestał kontrolować ataki agresji.
-tak samo jak ojciec-mruknęłam sama do siebie
-co?-zapytała szybko wychowawczyni Logana
-tak samo jak ojciec.On także nie potrafił się kontrolować.Myśli Pani, że to może mieć jakiś związek? To geny?
-myślę, że ma to jakieś powiązanie.Jak na razie Logan ma wizyty u psychologa.Jeśli to mu nie pomoże i zdarzy się jeszcze taki incydent ma sprawę w sądzie i wylatuje do osiemnastki do ośrodka.Nicola porozmawiaj z nim.Może ty coś wskórasz.
-oczywiście, porozmawiam.Spróbuje
-tylko nie dzisiaj.Dziś trzeba dać mu spokój niech się uspokoi.
-dobrze, porozmawiam z nim jutro.Obiecuje
-posprzątajcie to i wracacie do nauki-powiedziała opiekunka i razem w wychowawczynią Logana wyszły z pokoju.
    Opadłam na łózko zwijając nogi pod szyje.To czego przed chwilą się dowiedziałam przerażało mnie.Szybko zamknęłam drzwi od pokoju w międzyczasie odpalając ostatniego papierosa.Musiałam się jakoś uspokoić.Choć wcale nie było łatwo.W głowie krążyło mi tysiące myśli.Dlaczego? Jak to się stało? Przecież On nigdy nie był agresywny.Jak do tego mogło dość? Czy to geny? Czy da się to jakoś opanować i wyleczyć? Oby, błagam oby dało się z tym coś zrobić.Nie chce mieć takiego brata.
-Nicola!-krzyknęła blondynka-a co jeśli Logan pobił Selene i zerwała z nim dlatego bo się go boi?!
-nieee nie! Logan by tego nie zrobił
-tobie też by nigdy tego nie zrobił a jednak.To co się wydarzyło przed chwilą jest przecież straszne!
-ale nie miała żadnych siniaków.
-mogła je zakryć!
-błagam żeby to nie było prawdą bo się zabije.Jejku jeszcze telefon mi musi dzwonić w takiej chwili-powiedziałam słysząc dźwięk telefonu leżącego na półce nocnej który natychmiastowo wzięłam i odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
*hej Nicola!-w słuchawce usłyszałam radosny głos Louisa
*hej Louis! Coś się stało?
*chciałem z Tobą trochę pogadać na kilka tematów
*teraz?
*tak teraz jak najszybciej!
*ok to gdzie się spotkamy i za ile?
*teraz w domu dziecka-na słowa które usłyszałam zaczęłam dusić się kaszlem, szybko podbiegłam do okna i zobaczyłam stojący samochód a w nim Lou.-Nicola właśnie o tym musimy porozmawiać.
*ok, chyba czas na wyjaśnienia.Zapraszam pokój 414.
*dziękuje za chwilę będę
*czekam-powiedziałam dość niepewnie po chwili się rozłączając
-Kuuurwa!-wydarłam się na cały pokój
-co jest? kto to był?-zapytała szybko Miley
-No Louis.Za chwile tu będzie.Wie o wszystkim ciekawa tylko jestem skąd-powiedziałam podnosząc krzesło i po woli zbierając szkło z podłogi.
-Nicooola! Może czas żeby w końcu dowiedzieli się prawdy.Jesteśmy normalnymi ludźmi, mieszkamy tylko gdzieś indziej.
-błagam chociaż ty mi teraz mnie praw kazań!
-będę bo ja i Josh mieliśmy racje.Od razu powinni o tym wiedzieć a nie wpakowałaś w to mnie jak i Josha.Po za tym teraz mogą się obrazić po czym wcale się nie zdziwię.
-pogadamy później, dobraaa?
-życzę miłego wyjaśniania Tomilsonowi.Podkreśl że ja nie mam z tym nic wspólnego.
-oczywiście mądralo a teraz sprzątaj bo zaraz tu będzie!
-już jestem-wszedł bez pukania Louis do pokoju uśmiechając się od ucha do ucha.Miałam nadzieje,że nie będzie bardzo zły na mnie.Proszę Louis wyjaśnię ci to wszystko!!!


_____________________________________________________
Hej! wybaczcie, że tak długo kazałam czekać na rozdział ale ostatnio mam tyle nauki i innych spraw, że po prostu nie wyrabiam.Wiem, że jest krótki ale żeby napisać dłuższy musiałabym zrezygnować z korków z matmy co jest niemożliwe! wybaczcie bo czeka mnie jeszcze jeden sprawdzian z matmy.
Do końca roku rozdziały będą pojawiać się rzadko ponieważ czeka mnie poprawa ocen w szkole, nadrobienie praktyk i wyprowadzka z internatu.Ale gdy rok szkolny się skończy postaram się to wszystko jakoś wam wynagrodzić.W wakacje będę sidzieć  w domu i się nudzić wiec będe pisać :)
Dziękuje, że wytrzymujecie jakoś ze mną :)
za wytrwałość w czekaniu :)
za przemilcznie wszelkich błędów i niedociagnięć :)
Dziękuję z całego serca za komentarzę, wyświetlenia,ankietę, pytania i wiele innych :) jesteście niesamowici! :*
a teraz jak myślicie Louis będzie zły czy nie? Od kogo Niall dowie się o tym wszystkim? Czy może już wie?
Odpowiedz proszę w komentarzach :) zachęcam i zapraszam na kolejny rozdział który nie mam pojęcia kiedy się pojawi. Pappa kocham was :)

poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 6.I czasem tak ciężko powiedzieć komuś, że się go potrzebuje.








Dzień :17.05.2012r.  Czwartek.
Godzina:   20:32
Miejsce: Dom Dziecka.


   Pod dom dziecka przyjechałam taksówka.Wysiadając z niej zaczęłam biec ile tchu miałam w płucach i ile sił w nogach.Wbiegłam raptownie na pierwsze piętro bez namysłu kierując się do pokoju brata.Widziałam,że stało się coś złego, coś czego nigdy bym się nie spodziewała.Lecz biedny Logan nie mógł wysłowić się przez telefon.Wiedziałam, że potrzebuje teraz mnie, mojego wsparcia i pocieszenia.Potrzebuje Miley która wlecze się z tyłu nie nadarzając za mną.Potrzebuje nas.A my właśnie od tego jesteśmy, by mu pomóc.By stawić czoła problemom razem.W końcu nie każdy ma mieć szczęście  brata bliźniaka.Był dla mnie jedną z najbliższych mi osób.Mogłam z nim porozmawiać o wszystkim i o niczym.O mnie, o nim, i o naszym fatalnym losie.Odkąd w jego życiu pojawiła się Selena zwariował na jej punkcie.Zmienił się i to strasznie.Oczywiście pozytywnie.Życie bez niej w jego oczach było niczym.Młodzieńcza miłość.Szczerze?Zazdroszczę im tego.Tak po prostu.
-Logan!-krzyknęłam wbiegając do pokoju brata zastając go totalnie zapłakanego na wąskim łóżku.Bez namysłu podbiegłam i przytuliłam się do niego.Potrzebował tego.Czułam to.Za dobrze go znałam.-ciii spokojnie.Już jestem-szeptałam do jego ucha.
  Tak naprawdę stan Logana mnie załamał kompletnie od środka.Nigdy nie widziałam go w gorszym stanie.Przepraszam nigdy nawet nie widziałam go żeby płakał.No może jak był dzieckiem i pijany ojciec rozgniótł mu jedyną jego zabawkę-plastikowy traktorek który obiecał mu odkupić choćby za ostatnie grosze.Do tej pory Logan nie zobaczył kolejnej zabawki z rąk swojego rodziciela.Za chwile do pokoju wbiegła totalnie zdyszana Miley która bez namysłu siadła po drugiej stronie łóżka i zaczęła głaskać jego plecy.
-dziękuje-wyszeptał łkając
-co się stało? Chyba,że nie chcesz to nie musimy o tym rozmawiać.-powiedziała półtonem blondynka.
-tu nie ma co ukrywać.Prawda jest taka,że z niewiadomych powodów Ona mnie zostawiła.
-jak to?-spytałam zaszokowana słowami docierającymi do moich uszu.
-po prostu.-odrzekł bez większego entuzjazmu.
-bez wyjaśnień? Przecież to niedorzeczne, tak nie można!-zbulwersowała się Miley
-powiedziała, że tak po prostu po takim czasie odkochała się we mnie! Rozumiecie? Tak po prostu, a ja kochałem ją jak ten ostatni debil!
-zawsze była dziwna- palnęła genialna Miley
-zamknij się!-powiedziałam bezsłownie-spokojnie, może cie coś stało.Może to tylko chora wymówką, zapewnień nie znalazła lepszej.-oderwałam się od niego.Spojrzałam wprost w czekoladowe oczy brata.Pełne smutku, zmartwienia, rozpaczy i wszelkich podobnych przymiotników.
-wątpię.To jest już koniec a ja po prostu muszę się z tym pogodzić.Dam radę jestem silny-"właśnie widzę jak jesteś silny.Ledwo trzymasz się przy sobie" pomyślałam okazując się niestety,że powiedziałam to głośniej.-przepraszam-dodałam na pospiesznie w myśli karcąc siebie samą za słowa które przed sekundą wypowiedziałam.
-teraz potrzebuje pobyć sam.To jedyne rozwiązanie.Muszę sie z tym pogodzić.-powiedział kładąc się na mokrej od łez poduszce.
-na pewno tego chce?-zapytał zatroskany głos przyjaciółki.
-tak..
-jeśli będziesz potrzebował nas daj znać, przyjdziemy.Trzymaj się.Jesteśmy z tobą Logan.-powiedziałam ponownie go przytulając i opuszczając pokój w ciszy patrząc na wrak człowieka, na Logana.
-co o tym myślisz?-zapytała mnie Miley
-wiesz Miley.Tak naprawdę to sama nie wiem.Przecież wiadomo,że za tym się coś kryje.To były papużki nie rozłączki.
-może powinniśmy z nią porozmawiać.
-myślisz,że zechce powiedzieć nam prawdę?Nie sądzę Miley.
-zawsze można spróbować.Nicola! Dla Logana jestem w stanie zrobić wszystko!
-pogadać jak dziewczyna z dziewczyną?
-może ona sama potrzebuje jakiejś pomocy?
-gdyby jej potrzebowała miałaby Logana.
-może to jakaś inna sprawa.
-masz racje.Spróbować zawsze można.
-jutro, złapiemy ją po szkole.Przyjdziesz po mnie.
-a Logan? Przecież może nas zauważyć.
-wątpię,żeby był w stanie gdziekolwiek się jutro ruszyć.Telefon mi dzwoni przepraszam.-powiedziałam wyciągając z torebki rozlatujący się sprzęt.
    Numer jaki wyświetlił mi się na ekranie sprawił,że nie omal zemdlałam.Wielka euforia obeszła moje ciało.Zadrżało.Chyba z radości.Na pewno z radości.Suche usta mimowolnie oblizałam i jak głupia czułam wibrujący telefonu w ręce.Stan w jakim się znajdowałam nie pozwalał mi cokolwiek zrobić.Nawet ruszyć małym palcem u nogi.Stałam w bezruchu czekając aż w końcu kciuk przyciśnie zieloną słuchawkę.
-H haa lo?
-Nicola?-zapytał doskonale znany mi głos który doprowadzał mnie o dreszcze na całym ciele w kuchni samego właściciela głosu.
-tak-odparłam dość niepewnie.
    Ciekawość zżerała mnie od środka.Wątpiłam,że po wywiadzie który ja głupia musiałam przeprowadzić by zaspokoić wszelką ciekawość na temat tej osoby, On sam będzie chciał zadzwonić.To było wielkim zaskoczeniem dla mnie.Oparłam się o ścianę na ciemnym korytarzu i ręką pogoniła Miley by poszła do pokoju.Zsunęłam się z ogromnej przyjemności słuchania zachrypniętego głosu blondyna po ścianie opadając na podłogę.
-i jak twój brat? Wszystko w porządku?
-nic nie jest w porządku-powiedziałam nie stwarzając kolejnego kłamstwa w stronę chłopaka.
   Jego głos zadrżał.Widocznie dało się usłyszeć,że chciał coś powiedzieć lecz sam zaciął się w pół słowa.Nie dziwię się była to niezręczna sytuacja.Sama nie wiedziałam co mam powiedzieć.Chciałam jakkolwiek przedłużyć rozmowę by rozkoszować się przepiękną barwą głosu chociażby pięć sekund dłużej.Jednak zamiast tego słychać było tylko totalną ciszę z mojej strony jak i mojego rozmówcy.
-h h haalo? jesteś tam?-zapytałam niepewnie mało słyszalnym głosem bojąc się usłyszeć trzy piknięcia w telefonie.
Usłyszeć się  tylko dało jakieś szmery które strasznie zbiły mnie z tropu.Zapomniał o mnie? Odłożył telefon?.
-jestem.W wiesz myślałem o tym ..-nie kończył, spory czas czekałam na dalszą odpowiedz bez skutecznie.
-o czym?-postanowiłam wyciągnąć to z niego.
-no wieszzzzz.
-nie wiem-odparłam lekko uśmiechają się sama do siebie słysząc lekkie zakłopotanie ze strony chłopaka.
-Czy chciałabyś się przejść teraz ze mną chwile po parku?
  Słowa który padły głosem najpiękniejszym na świecie sprawiły,że momentalnie wstałam na równe nogi skacząc jak opętana ze szczęścia.Miałam tylko ogromna nadzieje,że nie usłyszał tego co wyprawiało się na korytarzu dając niezły efekt echa.Drzwi obok otworzyły się a z nich wyszedł zmieszany Paul widząc to co w tym momencie wyprawiałam.Przygryzłam dolną wargę ze wstydu chowając czerwoną twarz we włosach.
-rozumiem.Nie-westchną.
-Nie! Stój.Bardzo chętnie.O niczym innym nie marzyłam.Spacer to teraz najlepsze co może być-powiedziałam sztucznie optymistycznym tonem po to tylko by mój rozmówca przekonał się do mojej odpowiedzi wcześniej słysząc totalną ciszę spowodowaną moim wybuchem radości.
-na pewno? Nie chce zmuszać cię do niczego...
-Który park? Zaraz będę-przerwałam brutalnie chcąc jak najszybciej znaleźć się w tym cholernym parku i spacerować razem z chłopakiem przyspieszającym moje bicie serca.
-Przy Big Benie.Niedaleko będzie park to przejdziemy się tam.
-znakomicie! Za jakieś 20 minut powinnam być-podekscytowanie wariowało w całej mnie.Cholera co się ze mną dzieje? Do końca wariuję?
-do zobaczenia za 20 minut.Będę czekał-po czym usłyszałam trzy piknięcia w słuchawce."też będę czekała na Ciebie, ile tylko będzie trzeba" pomyślałam głęboko w duchu.
 Dalej próbowałam przyswoić do siebie to co przed chwilą się stało.Stałam nadal trzymając telefon w ręce który zdążył się automatycznie zablokować.Chyba czekałam mając nadzieje ponownie usłyszeć ten seksowny głos.Paul nadal stał patrząc się na mnie.Jednak zorientował się,że jest coś nie tak! Do trzymanego telefonu nic się nie odzywałam.
-wszystko w porządku?-zapytał zatroskany
-c c co?-zapytałam trzymając głowę w chmurach.
-w porządku?-ponowił pytanie
-ah! wspaniale.Paul! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!-ponownie zaczęłam skakać z radości tym razem dodając pisk.
-ej.Nicola! spokojnie. Wyjaśnij co się stało?
-nie teraz! Teraz się śpieszę.Później-pomachałam w jego kierunku i skierowałam się schodami na górę które prowadziły praktycznie do mojego pokoju.Bez namysłu wtargnęłam widząc Miley przeglądającą laptopa.
-kto to był?-zapytała ani razu nie odrywając wzroku od monitora laptopa.
-zgadnij.-powiedziałam szczerząc się na samą myśl i ruszając do łazienki w celu poprawienia makijażu.
-Buuu Miley wygrałaś główną nagrodę w tej zagadce ponieważ osobą dzwoniąca do twojej przyjaciółki Nicloi była zapewne jej koleżaneczka z klasy Kate! Brawo-zakpiła blondynka krzycząc tak abym wszystko usłyszała w łazience
-nie wygrałaś! Za to całą nagrodę oddajesz mi-powiedziałam z euforią w głosie.
-moment!-już w drzwiach stała drobna postura przyjaciółki- czy mi się wydaje czy to był..
-no no zgaduj!-zachęciłam
-no nie gadaj! Że to on!-krzyknęła na całą łazienkę.
-tak!
-jej jak dobrze,że już wszystko z nim dobrze!-powiedziała szczerząc się do mnie.
-Na litość to był Niall!
-że jak?-zakaszlała
-Horan.Idę z nim do parku na spacer.
-to się nie dzieje naprawdę.
-a jednak.
-O matko! sądziłam,że cię przeprosi ale że aż ta! No stara, szykuj się później pogadamy.
-dzięki.Masz mnie kryć.Jak coś jestem u Josha i chwilę się spóźnię
-jasne.
-masz też zobaczyć jak czuje się Logan i napisać mi smsa.
-oczywiście-powiedziała gdy ja odeszłam od lusterka z poprawionym makijażem i uczesanymi włosami łapiąc z pokoju małą torebkę.
-wielkie dzięki.Teraz zmykam bo się spóźnię.Pa-pocałowałam ją i odczułam lekki kopniak na twardą części ciała gdy szczerząc się z radości wyszłam z pokoju.Od razu pokierowałam się do wyjściowych drzwi.Szybkim tempem kierowałam się w umówione miejsce.Zajście tam zajęło mi niecałe 20 minut.Dochodząc do umówionego miejsca z daleka dało zauważyć się szczupłą posturę chłopaka o blond włosach i niebieskich oczętach.Odwrócony był tyłem do mnie.Nie wiedział mnie.Jednak dało się zauważyć, że poszukuje pośród ludzi, kogoś.Za pewne mnie.Kroki które stawiałam stawały się coraz mniejsze.Szłam z obawą, że zrobię coś przez co zrażę go do siebie.Tak cholernie się tego bałam.Serce przyspieszało mi z każdym krokiem a klatka piersiowa unosiłam się w coraz szybszym tempie.
-h hh hej-powiedziałam delikatnie dźgając go palcem w plecy.
  Chłopak momentalnie odwrócił się w moją stronę.Stałam patrząc nieco w górę by ujrzeć twarz chłopaka.Widniał na nim nieśmiały uśmieszek.Niebieskie oczy przepełnione były czymś co sprawiało,że tańczyły w nich malutkie iskierki.Białe conversy, biała koszulka i czarne rurki sprawiały, że wyglądaj tak przystojnie, że zwykle ja pierdole to za mało.Ja w porównaniu z nim to tak jakby porównać piękny kwiat z chwastem z jakiejś polany.Jedyne co mogłam to klękać przed nim na kolana.
-witaj-ogromny uśmiech zagościł na jego twarzy co sprawiło, że mimo mojej woli i na mojej twarzy pojawił się mały uśmieszek jak i rumieńce które zakryłam we włosach.-Choć idziemy, nie będziemy tak stać-wskazał gestem ręki na co postawiłam mały i niepewny krok do przodu.-nie milcz, mów coś, proszę-powiedział spoglądając w moją stronę.
-co mam mówić?-zapytałam patrząc a strasznie interesujący chodnik przed nami.
-co tylko chcesz-odpowiedział pewnie.Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
-co tylko chcesz-powtórzyłam lekko szczerząc się do towarzysza.
-ej! tak to się nie bawimy-dźgną mnie delikatnie palcem w bok.
-to co chcesz wiedzieć mądralo?-zapytałam oblizując przy tym swoje usta.
-o tobie? Absolutnie wszystko!
-a co dokładniej?-zapytałam z promiennym uśmiechem na twarzy
-najbardziej trapi mnie jedno.-powiedział z zadumą w głowie.Zmieszał się, to było dokładnie widać.Uśmiech chwilowo znikną mi jak i jemu z twarzy.Zastanawiałam się co go trapi.
-yhym?-mruknęłam cicho
-mam nadzieje, że się nie pogniewasz?-te pytanie wybiło mnie totalnie.Mina jego dobijała mnie totalnie.
-pytaj, śmiało!-zachęciłam chcąc mieć to jak najszybciej za sobą.
-okej, trapi mnie to czy masz chłopaka?!-"brawo Horan, trafiłeś w sedno sprawy" na jego twarzy pojawiło się wielkie zakłopotanie widząc moją minę.Wspomnienia o ostatnim wyczynie mojego przyszłego chłopaka sprawiły, że chciało mi się płakać.Zaciskałam oczy by zatrzymać łzy napływające do moich oczu.Nie dałam rady, wyleciały spływając na moje policzki-Jej! co się stało? Przepraszam! nie powinienem!-nie wiedział co zrobić.Szybko posadził mnie na ławce która znajdowała się blisko nas.Z kieszonki wyciągną chusteczkę i dał mi żebym wytarła nią łzy.
-nic się nie stało,po prostu mam nie za miłe wspomnienia.
-może chcesz o tym pogadać? Może będę ci mógł jakoś pomóc? Jeśli nie chcesz to nie musisz-lekko się uśmiechnę by dodać mi otuchy.
  Wiem, że znałam go za mało na jakieś zwierzenia ale chciałam podzielić się z jakimś chłopakiem.Chciałam chyba sprawdzić czy nie ma takich samych zamiarów.Mam zrazę.Każdy facet wydaje mi się taki sam.Każdy wydaje mi się podłą świnią, choć wiem, że trafiają się złote wyjątki których poszukujemy.Poszukuje ciepła, uczucia, miłości a nie tylko i wyłącznie cholernego seksu!
-wiesz co? Tak chce o tym pogadać z jakimś chłopakiem. Ale jeśli nie chcesz tego słuchać to to zrozumiem.
-chce, bo chce ci jakoś pomóc.
-dziękuje- uśmiechałam się ciepło i wrodziłam myślami do tego co działo się jakiś czas temu.-to było już jakiś czas temu.Spotykaliśmy się, wszystko było na dobrej drodze- mówiłam a blondyn przysłuchiwał mi się z pełną uwagą.Widać, że całe jego wnentrze wypełniał smutek.-Podobał mi się.Był cholernie przystojny.Charakter też sprawiał, że jeszcze bardziej przyciągało mnie do niego.Nie miałam wątpliwością, chciałam z nim być.Zależało mi na nim.Raz umówiliśmy się u niego w domu, ponieważ rodzice poszli do znajomych i chcieliśmy pobyć trochę sami.Wszystko było okej.Całowaliśmy się.Jedna jego ręce powędrowały nieco niżej-zaszlochałam a Niall widząc co pogłaskał mnie swoją ręką po plecach-Nie zrobiłam nic, myślałam,że zaraz je zabierze.Jednak nie było po mojej myśli.Szybko z góry powędrowały pod koszulkę.Był za silny, chciałam go odsunąć lecz nie dałam rady.-łzy na wspomnienia ciągle wypływały z moich oczu-Brutalnie ściągną ze mnie koszulkę.Nie mogłam nic robić, przywarł do mnie.Szeptał, że nic mi nie będzie i żebym nie udawała dziwki bo wie, że jestem szmatą i kurwię się wszędzie.Jego słowa wywołały u mnie potężną złość.Przypływ adrenaliny sprawił,że momentalnie odepchnęłam go, złapałam bluzkę i wybiegłam z domu, nawet zostawiając buty.Oto cała historia.Chłopak w którym zakochałam się po uszy, chciał tylko jednego!
-mogę cię przytulić?-zapytał niepewnie bojąc się, że po opowiedzianej historii może mnie zranić.Skinęłam lekko głową na tak i po chwili poczułem ciepłe objęcie zatroskanego chłopaka.Nic nie mówiąc przywarłam bardziej do niego chcąc czuć się bezpiecznie.Głaskał moje plecy swoją ręką i szepną-już nikomu nie pozwolę cie skrzywdzić.
-czy każdy facet chce tylko seksu?-zapytałam chcąc usłyszeć jakaś odpowiedź
-nie każdy-odpowiedział szeptem
-więcej nawet się do mnie nie odezwał.No bo przecież po co jak nie chciałam mu się dać.Wiesz jak cholernie nie mogłam o nim zapomnieć.Każdego dnia płakałam w poduszkę.Nie mogłam się podnieść, upadłam na dno.
-aa -zawahał się- a czy teraz już wszystko w porządku?
-tak. Zdecydowanie tak.Już dawno zdążyłam o nim zapomnieć twierdząc, że nie jest wart moich myśli.Jednak wspomnienia bolą.
-mnie się nie bój.-mówił po woli i wyraźnie patrząc w moją twarz, w moje oczy.-spokojnie.Seks co dla niektórych to nie wszystko.Jak dla mnie to posunięciem w trwałym związku a nie z zwykłej znajomości.Jak dla mnie nie jest ważny stosunek, dla mnie ważna jesteś ty i chciałbym cię poznać.
  Nie wiedziałam co powiedzieć.Umarłam na chwile.Moje serce przestali chwilowo funkcjonować.Uwierzyłam mu gdy powiedział, że mam się go nie bać.Wierzyłam mu.Z drugiej zaś strony wierzyłam i Matowi.Ta myśl mnie dobijała.Doszłam do wniosku,że nie potrafię zaufać mężczyźnie.Trzeba jakoś przebić te barierę i zrobić z tym porządek, minęło jednak sporo czasu, a życie toczy się dalej.Czy tylko ja tak potrafię?
-nie wiem co powiedzieć-powiedziałam szczerą prawdę.Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-nic nie mówić.Ciii. Ciesz się życiem i chwilą.Bez z życia jak najwięcej.Chwytaj chwile.Nie przejmuj się.Ten skurwysyn to nie wszystko.A ja postaram się wymazać ci to jakoś z pamięci.
-jak?-zapytałam w ekspresowym tempie.
-jeśli pozwolisz to czasami chciałbym umilać ci czas swoim towarzystwem oczywiście jeśli tylko zechcesz.
-chcesz poderwać dziewczynę?
-pomyłka! ja chce poznać dziewczynę i sprawić by na jej twarzy częściej pojawiał się uśmiech.Nic więcej.Nigdy nie zrobię kroku w przód bez twojego słowa.
-tak piękne, że aż trudno w to uwierzyć.
-to źle?
-tego nie powiedziałam.
-choć przejdziemy się jeszcze i odprowadzę cię-powiedział wstając z ławki i podając rękę by pomóc mi wstać.
-tylko kawałek bo jak rodzice zobaczą mnie z chłopakiem to zastrzelą bo twierdząc ze po ostatnim stanie w jakim mnie widzieli lepiej było żebym nie spotykała się z chłopakami tym bardziej w nocy-próbowałam wybronić się z sytuacji
-okej, zachowamy bezpieczną odległość- skrzyżowanie! to najlepsze miejsce a rozstanie się
-to na skrzyżowaniu a później będę miała 10 kroków
-jasne, abyś tylko przez mnie nie miała kłopotów
-spokojnie dam radę
-oby-uśmiechną się! pięknie, cudownie i słodko się uśmiechną.W tym dopiero momencie zobaczyłem,że przystojniaczek nosił mało widzialny aparat na zębach który dodawał mu jeszcze piękniejszego uroku.Chłopak zauważył że się przyglądam.Szybko uśmiech znikną z jego twarzy.Pojawiły się za to dwa solidne rumieńce.Mmm uroczo z nimi wyglądał.
-wstydzisz się aparatu?-zapytałam uśmiechając się na myśl zakłopotania chłopaka
-tak, to głupio wygląda! wręcz strasznie.-powiedział odwracając wzrok z drugą stronę.Szybko jednak stanęłam naprzeciwko niego.Wyciągnęłam ręce w kierunku jego twarzy.Delikatnie złapałam kąciki ust i pociągnęłam je.
-uśmiechnij się! Wyglądasz w nim naprawdę uroczo, dodają pięknego uroku.
-nie pocieszaj!
-sadzę tak naprawdę! Na przykład jak dla mnie nie przeszkadza mi to, z aparatem i bez wyglądasz uroczo.Bynajmniej dla mnie.-zarumienił się, ponownie.Miło było widzieć,że moje słowa go zawstydzają.-a gdy jeszcze rumieńce masz na policzkach to w ogóle nic dodać nic ująć-puściłam oczko i wróciłam na miejsce obok chłopaka.
-miła jesteś wiesz?-zapytał co sprawiło, że i na moich policzkach zaczęły palić mnie od środka.
-staram się
-to śmiało mogę powiedzieć, że wychodzi ci to.
-czyli mogę być z siebie dumną?
-z pewnością tak
-dziękuję, czuję się spełniona
-jest już późno, idziemy polowi w twoją stronę? nie chce żebyś miała kłopoty i żebyś później nie mogła się ze mną spotkać.
-tak, to chyba dobry pomysł.
-to w którą stronę?
-cały czas prosto proszę pana
-daleko to?
-blisko
-szkoda
-dlaczego?
-bo krótko pogadamy sobie
-oh tak!
-wiec co z bratem?
-dziewczyna z którą był 5 miesiącu od tak go rzuciła twierdząc, że się odkochała.Załamał się.Nigdy go nie wiedziałam,żeby płakał.
-gdy facetowi zależy na jakieś dziewczynie łatwo wylewa łzy, nie obchodzi go wtedy zdanie innych.Liczy się tylko ona.
-naprawdę?
-yhym.Tak jest.
-boję się, że Logan się nie pozbiera.To dziwne co się z nią stało.Kochała go.Widać to było na kilometr.
-może coś się stało
-to samo myślałyśmy z Miley.Mam z nią porozmawiać.Może t coś da, jeśli nie to nic więcej nie możemy zrobić.
-walczysz o brata?
-zawsze, w końcu nie każdy ma mieć zaszczyt brata bliźniaka- uśmiechnęłam się na myśl, że jesteśmy nieco wyjątkowi
-coraz rzadziej spotkane.A jednak- uśmiechną się patrząc na mnie myśląc chyba, że tego nie widzę.
-zawsze śmialiśmy się, że jesteśmy wyjątkowi jacy jesteśmy.Jednak twierdzę,że każdy wyjątkowy jest na swój sposób.
-nawet ja?
-nawet ty Niall.Każdy
-nawet Louis?
-hahahah On to jest szczególnie wyjątkowy.Głupek z niego i tyle.
-skąd ja to znam? chyba z życia codziennego.
-współczuje serdecznie z całego serca.
-przynajmniej zabawnie jest
-z pewnością.słyszałam ze i z tobą zabawnie jest, i nudy z tobą nie ma.
-od kogo?
-to już moja słodka tajemnica
-a będę mógł ją poznać?
-przykro mi niestety nie.
-i tak wiem,że to któryś z chłopaków.Ja ? Hm.. sporo ludzi twierdzi, że jestem zabawny ale taki już jestem i nic nie poradzę.
-dobrze,że nie wypierasz się tego, tylko bierzesz to na siebie
-ah eh! zarumienie się.
-spokojnie, narazie jesteś blady
-serio?
-to już tu-wskazałam na miejsce w którym się zatrzymałam.Chłopak staną przy mnie i szepną "szkoda"-będę się zbierać.
-szkoda
-muszę
-wiem
-to będę zmykać
-słodkich snów i miłego dnia w szkole
-dziękuje, karaluchy pod poduchy i miłego dnia w pracy
-jutro mam wolne ale i tak dziękuje
-to pa-powiedziałam szeroko się uśmiechając, pomachałam ręką i odwróciłam się idą w właściwym kierunku.Gdy obejrzałam się za siebie On nadal stał tak samo jak przedtem.-idź już! chyba chcesz żebym jednak miała kłopoty.
-paaa- szepną  i odszedł znikając za zakrętem




________________________________________________
przperaszam za wszelkie błędy :*
dziękuje za komenatarze, wyświetlenia cierpliwośc i wszystko co robicie :*
zapraszam do pisania na gg, czy pytania na asku :)
całusy fefa :*.
Hej tu Izka < pomagam Fefce w grafice > 
Mam do was małą prośbę. A mianowicie biorę udział w konkursie moge wygrać koszulkę z Niall'em ale potrzebuje waszej pomocy. ;) 
1.Wejdź tutaj : 
2. Dodaj komentarz. W komentarzu wpisz numer 5.
I to wszystko. Za każdy głos będę wdzięczna, I jeśli wy też będziecie potrzebować pomocy wystarczy napisac na mojego bloga. : naomi-and-niall.blogspot.com w komentarzu. Z chęcią pomogę. XD
Dziękuje jeszcze raz ;*